W co nie może wierzyć lekarz

Teza, że lekarz nie może odmówić aborcji, jest absurdalna z kilku powodów.

1. Dehumanizuje lekarza.

Czyli: ODMAWIA mu prawa bycia człowiekiem.



Bycie człowiekiem to między innymi prawo do własnego sumienia. Oceny tego, co dobre i złe. W szczególności, oceny tego, czy wolno zabijać człowieka, czy nie. Oraz, kto w zasadzie jest człowiekiem?

Myślę, że z tym zgodzimy się wszyscy, nawet ci, którzy nie zgodzą się z tym, że dzieci w łonie matki są ludźmi.

Odmawianie człowiekowi, który jest przekonany, że dziecko w łonie matki jest również człowiekiem, prawa do tego, by sprzeciwić się odebraniu mu życia, jest po prostu bezduszne i bestialskie. I niezależnie od tego, czy on ma rację, czy nie. Może nie ma. Co z tego? Jakim prawem ktoś zmusza go do tego, aby dokonał czegoś, do czego wewnętrznie nie jest zdolny? Jakim prawem ktoś zmusza go do dokonania zbrodni?

Niektórzy odpowiedzą: bo do tego jest zobowiązany jako lekarz. Zastanówmy się więc nad etyką lekarską.


2. Zmienia definicję lekarza

Kim jest lekarz? To ktoś, kto pomaga zdrowiu. Życiu. Kto pomaga nam je chronić. Przysięga lekarska, która pochodzi od przysięgi Hipokratesa jeszcze z starożytnego Egiptu, którą przysięgają przestrzegać polscy lekarze zobowiązuje ich, aby:

– służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu;
– według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek.”

Zwróćmy uwagę, że ta przysięga (i) nie zaprzecza godności ludzkiej płodu. Innymi słowy: ona zezwala na to, aby płód uznawać za człowieka. Nie wyklucza takiej interpretacji. (ii) zmusza lekarza do tego, aby służył dobru życia człowieka, na którego dobro (zdrowie, życie), ma wpływ.

Wniosek jest oczywisty: jeśli lekarz – a ma do tego pełne prawo – UZNAJE dziecko w organizmie matki za człowieka, MA OBOWIĄZEK służyć jego życiu i zdrowiu.

TO WŁAŚNIE oznacza bycie lekarzem. To również dowodzi, że wymaganie od lekarza, który ma takie przekonania, aby wskazał miejsce, gdzie owo życie można usunąć – czyli: gdzie owo życie będzie zagrożone, jest nieetyczne.

Wymaganie od lekarza, by usunął płód zakłada, że nasze prawo rozstrzyga KTO i OD KIEDY jest człowiekiem. A konkretnie: że rozstrzyga to NA NIEKORZYŚĆ nienarodzonych dzieci, POZBAWIAJĄC ich ludzkiej godności. Nic takiego nie ma miejsca.

Swoją drogą, byłoby to kuriozalne w sytuacji, gdy istnieje np. pediatria prenatalna, czyli gałąź medycyny zajmująca się pomaganiem nienarodzonym dzieciom. Może pediatria prenatalna powinna być gałęzią weterynarii, skoro nie zajmuje się ludźmi?


3. Niszczy tolerancję dla różnych światopoglądów.

Światopogląd to podstawowe przekonanie o rzeczywistości. O tym, kim jesteśmy, skąd pochodzimy i po co istniejemy jako ludzie. Co jest z nami nie tak, i co w związku z tym zrobić. W końcu: co w związku z tym jest dobre, a co złe.

Świat współczesny jest konglomeratem RÓŻNYCH wizji światopoglądowych. Te różne światopoglądy mają również wpływ na społeczeństwo. Inaczej się nie da: egzystencja człowieka nie jest bowiem wyłącznie jakimś zindywidualizowanym wydarzeniem, ale właśnie rzeczywistością tworzenia wspólnoty.

Roszczenie jednej wizji człowieka, aby wszystkie inne uznały wyłączny wpływ jej właśnie na tworzenie rzeczywistości społecznej, jest totalitarne i nie ma nic wspólnego z tolerancją. Konkretnie: roszczenie osób przekonanych do tego, że dzieci w łonie matki NIE SĄ LUDŹMI, względnie: są ludźmi, ale co z tego, i tak nie mają prawa do życia i można bezkarnie je owego życia pozbawić, jest po prostu nieuzasadnione i bezpodstawne.

Jest nieuzasadnione, bowiem w świecie pluralistycznym NIE WOLNO rościć sobie przez nikogo takiego prawa.

Jest bezpodstawne, bowiem żaden autorytet nie dowiódł, że jest to jedyna słuszna opcja.

Uleganie takiemu roszczeniu niszczy wolność i prawo do własnej oceny rzeczywistości. I życia w zgodzie z własną oceną tego, co dobre. Jest zaprzeczeniem tolerancji i wolności.

Podsumowując: nagonka na lekarzy-chrześcijan dowodzi współczesnej wybiórczości w przyznawaniu prawa do tolerancji i wolności. Dowodzi, że zwolennicy owych wartości nie są konsekwentni, odmawiając innym tych praw, które sami sobie przypisują. Chcą nierównej miary. Niesprawiedliwego traktowania siebie i innych. Tolerancję i pluralizm faktycznie postrzegają jako własne prawo do kształtowania społeczeństwa, jednocześnie sprzeciwiając się by owo prawo posiadali inni – a konkretnie, w tym przypadku, chrześcijanie.

Twierdzą, że miejsce wiary jest w kościołach, ale nie ma na nią miejsca w instytucjach społecznych. To nie jest ani tolerancja, ani pluralizm. To nie jest również neutralność ani akceptacja inności. To wrogość. To nawet już nie ukrywana niechęć wobec ludzi, którzy myślą inaczej. To atak na ich prawo tworzenia wspólnoty zgodnie z własnymi przekonaniami i wartościami.

A najgorsze jest to, że owo dwójmyślenie właśnie owym piewcom wolności i tolerancji nie wydaje się niczym złym. Ocenili już bowiem chrześcijaństwo i osoby wierzące jako osoby gorsze, nie mające prawa do wpływu na świat.

Czy tak jest faktycznie? Sugeruję spojrzeć na konstrukty lekceważące wiarę w Boga w wieku XX. To nieustanna historia ludobójstwa i pogardy dla człowieka. Zbycie owego świadectwa historii wzruszeniem ramion jest najgłupszym, co można uczynić.
Trwa ładowanie komentarzy...