O autorze
Chrześcijanin, protestant, baptysta. Mąż jednej żony, ojciec dwójki dzieci. Pastor. Przewodniczący Rady Kościoła Chrześcijan Baptystów w RP bieżącej kadencji. Prorektor Wyższego Baptystycznego Seminarium Teologicznego i doktor teologii; redaktor miesięcznika "Słowo Prawdy". Pragnę widzieć rzeczywistość Bożej zmiany (nazywaną w Biblii Królestwem Bożym) wśród Polaków i na świecie.

Zapraszam również na:
www.baptysci.pl
http://proteologia.wordpress.com/
Twitter: @MateuszWichary

Mity o chrześcijaństwie: 3. Chrześcijaństwo powinno się dostosować do kultury Zachodu.

Skutkiem ubocznym wiadomości o prześladowaniach chrześcijan na Bliskim Wschodzie jest konfrontacja mitów o chrześcijaństwie. Dodam, zakorzenionych dość mocno w świadomości przeciętnego przedstawiciela zachodniej cywilizacji, nominalnego członka swego kościoła. Oto trzeci mit, z którym postaram się dzisiaj rozprawić.

Chrześcijaństwo powinno się dostosować do kultury Zachodu.



Pomysły na schlebianie niewierzącej Europie i Ameryce są dość dawne, pochodzą jeszcze z XIX wieku. Generalnie, jak przekonują Micklethwait i Wooldridge, cytowanego już opracowania „Powrót Boga”, Europa w tym okresie – pod wpływem wcześniejszego deizmu i wielkiego cywilizacyjnego skoku – uwierzyła w dwa heretyckie, z chrześcijańskiego punktu widzenia, poglądy: dobroć człowieka i nieograniczone zdolności jego rozumu. I jedno i drugie deprecjonowało rolę wiary i Boga. Skoro rozum człowieka, uzbrojony w naukową metodologię, może dojść sam do wszelkich prawd, po co mu Boże objawienie? Skoro człowiek jest dobry, a wszystko, czego potrzebuje, to doskonalenie się w rozwoju, po co mu łaska Boża? Niepotrzebna. Bogiem na ziemi, ucieleśnieniem wszelkich nadziei jest państwo. Jak pisał Hegel, „Państwo narodowe to rozum w jego zasadniczej racjonalności i bezpośredniej realności – dlatego jest absolutną władzą na ziemi”.

Dowodem na trafność owych poglądów były dwie wojny światowe. W niedawno opublikowanej książce „Zmowa milczenia” Jobst Bittner pokazuje, że liberalna, niemiecka teologia nie tylko nie była zdolna oprzeć się hitleryzmowi, ale wydała wielu zbrodniarzy. Oto właśnie absolwenci teologii liberalnej Tybingi, niektórzy z doktoratami, okazują się najbardziej bezwzględnymi i pozbawionymi skrupułów oficerami SS. Religia bez Boga okazała się – uwaga, może zaskoczę kogoś – martwa. A nawet zwyrodniała i przerażająca.

Oczywiście, szok obu wojen niekoniecznie spowodował odrzucenie poglądów, na których zbrodnicze systemy oparły swą ideologię. Do dziś, pomimo Związku Radzieckiego, Kambodży, czy Korei Północnej wiele osób wierzy w zasadniczą słuszność tez marksistowskich. Marksizm również zwiódł część księży katolickich w Ameryce Łacińskiej, którzy czując, że konserwowanie niesprawiedliwości w tym obszarze przez hierarchię nie jest rozwiązaniem, próbowała coś zmienić.

Okazuje się jednak, że to nie marksizm jest siłą zmieniającą Amerykę Łacińską. Nie jest nią również współczesne coś, w czym żyje Europa i po części Stany – przychodzą mi na myśl relatywizm, smutek, paradoks postępu zmieszanego z niepewnością i arogancją, apoteoza grzechu, brak wszelkich ograniczeń. To również nie marksizm ani nie owo europejskie coś zmienia Afrykę.

To konserwatywna, wymierna, etycznie i doktrynalnie wymagająca, chrześcijańska wiara. Która niepokoi również samą Europę.

Wspomniani w części pierwszej Micklethwait i Wooldridge, redaktor naczelny The Economist i jego felietonista, zainteresowani wiarą z perspektywy jej społecznej siły, tak komentują współczesny, wojujący europejski (głównie, choć zasilany również przez Stany) ateizm: „Ten świecki szał bierze się po części, zwłaszcza w Europie, z rozdrażnienia. A jeśli główna doktryna francuskiego oświecenia, że nowoczesność zabije religię, okaże się ancien canard? Statystyki dotyczące praktykowania religii nie są w pełni wiarygodne, jednak większość z nich wykazuje, że powszechny pęd ku sekularyzacji został zatrzymany, a kilka z nich świadczy, że znaczenie religii rośnie” (s. 26).

Jenkins natomiast komentuje ów temat następująco: „Bardzo często jakiś amerykański lub europejski pisarz zachęca kościół do przystosowania się do współczesności, do porzucenia przestarzałych doktryn dotyczących nadprzyrodzoności i założeń moralnych.” I tak „Zdobywca Nagrody Templetona, uczony Arthur Peacokre przynaglał, by Kościół porzucił niezrozumiałe i trudne do uwierzenia nauczanie supernaturalizmu [przekonanie o istnieniu cudów i w ogóle, świata duchowego – przyp. MW] a zaprezentował wiarę w sposób wiarygodny” (Chrześcijaństwo przyszłości, 35-6). I dodaje: „Widziane z Cambridge lub Amsterdamu wezwania do przystosowania się mogą brzmieć zupełnie sensownie, ale w kontekście globalnego chrześcijaństwa ten rodzaj liberalizmu wygląda zdecydowanie anachronicznie. Niektóre amerykańskie Kościoły rzeczywiście zmniejszyły się liczebnie, najgwałtowniej jednak te procesy dotknęły Kościoły najbardziej przystosowane i liberalne” (tamże).

Podobnie komentują twórcy „Powrotu Boga”: „jest coraz gorzej dla neoateistów. Istnieją zwłaszcza dwie drażliwe kwestie, gdy chodzi o prosperowanie religii. Pierwsza dotyczy tego, że rozkwitają niewłaściwe rodzaje religii. W latach 60. XX wieku większość myślicieli uważała, że jeżeli religia w ogóle przetrwa, to w swej najbardziej rozsądnej i ekumenicznej formie – powiedzmy jako umiarkowany anglikanizm albo wątpiący katolicyzm Grahama Greena. W istocie pewność okazała się o wiele atrakcyjniejsza na rynku: wygrywa ten rodzaj religii, który twierdzi, że Adama i Ewa spotkali się 6005 lat temu (…) W Ameryce tolerancyjny dla grzechu Kościół episkopalny jest w nieprzerwanym schyłku, a [konserwatywna – przyp. MW] Południowa Konwencja Baptystyczna, przeciwnie, prosperuje” (s. 27).

Innymi słowy: uległość wobec kultury wcale nie sprawia, że Kościół zyskuje. Przeciwnie, traci. W zasadzie nie powinno to zaskakiwać: w końcu Kościół ma wierzyć. To wiara, jak mówi apostoł Jan, „zwycięża świat.” Kościół który nie wierzy, jest pozbawiony sensu. Świat nie potrzebuje kolejnego klubu, czy organizacji charytatywnej. Świat potrzebuje sensu, wartości, fundamentu, nadziei, wyzwania, narracji historii, przekonania o celu i sensu istnienie czegokolwiek w ogóle i konkretnie, mnie tu i teraz. To wszystko daje wiara w chrześcijańskiego Boga i nic innego.
Trwa ładowanie komentarzy...