O autorze
Chrześcijanin, protestant, baptysta. Mąż jednej żony, ojciec dwójki dzieci. Pastor. Przewodniczący Rady Kościoła Chrześcijan Baptystów w RP bieżącej kadencji. Prorektor Wyższego Baptystycznego Seminarium Teologicznego i doktor teologii; redaktor miesięcznika "Słowo Prawdy". Pragnę widzieć rzeczywistość Bożej zmiany (nazywaną w Biblii Królestwem Bożym) wśród Polaków i na świecie.

Zapraszam również na:
www.baptysci.pl
http://proteologia.wordpress.com/
Twitter: @MateuszWichary

Mity o chrześcijaństwie: 5. Chrześcijaństwo to katolicyzm

To mit najbardziej oczywisty, niemniej i najbardziej w Polsce powszechny. Opiera się na tej samej tendencji, którą widzieliśmy już wcześniej, mianowicie ekstrapolowania własnego doświadczenia na cały świat. Skoro w Polsce protestanci i prawosławni to mały procent, zapewne jest podobnie i na całym świecie. Oczywiście, trochę inaczej, ale podobnie.

Otóż wcale niekoniecznie jest podobnie. W ogóle, mam wrażenie, prawie nigdzie nie jest podobnie. O ile w pewnym sensie „jest podobnie” w Hiszpanii i Włoszech, gdzie katolicyzm również jest przeważającym wyznaniem, nie „jest podobnie” w tym sensie, że traktują oni swą wiarę równie poważnie, jak wielu Polaków. Na moje oko, owe poważne podejście do swojej wiary ciągle proporcjonalnie do innych krajów sporego procentu katolików, jest raczej światowym ewenementem, niż regułą.



Warto też dodać, że i w historii tak jak jest od czasów powojennych, w zasadzie w ogóle nie bywało. Wystarczy poczytać zestawienia religijne przedwojennej Polski: katolików było nieco ponad 50%, z dużym prawosławiem, judaizmem i zdecydowanie większym odsetkiem protestantów.

Mówiąc o historii w ogóle, polecam wpis 2: „Chrześcijaństwo to zachód”, który dowodzi, że perspektywa z Rzymem w centrum historii, jest złudzeniem. Od początku kościół w samym cesarstwie rzymskim dzielił się na używający łaciny i greki. Warto dodać, że z pierwotnych patriarchatów chrześcijaństwa jedynie Rzym (obok Jerozolimy, Antiochii, Konstantynopola i Aleksandrii) używał łaciny, co po upadku zachodniego cesarstwa spowodowało rozpad kulturowy kościoła. Kościół od początku również docierał poza jego granice, zarówno w Afryce (Etiopia), jak w Azji (Gruzja, Armenia, która jako pierwsza – przed cesarstwem rzymskim – przyjęła chrześcijaństwo). Od starożytności również chrześcijaństwo docierało do współczesnych Indii, co najmniej. Do nawrócenia Węgier na zachodnią wersję chrześcijaństwa, wcale nie było pewne kto będzie wiódł w Europie prym.

Wraz z rozwojem historii, rozwijała się również teologia uzasadniająca szczególną rolę Rzymu. Nowy Testament nie zna pojęcia prymatu piotrowego, ani tym bardziej jego powiązania z Rzymem. Jedyne, co istnieje, to szczególna rola Piotra, który przewodził nowo-powstałemu kościołowi w łonie żydowskiej macierzy, po którym prym przejął Paweł, apostoł pogan, z prymatem piotrowym ani Rzymem nie mający żadnego powiązania (przynajmniej w historycznej narracji Dziejów Apostolskich, jakkolwiek na ów fakt teologicznie spojrzymy).

Chrześcijaństwo więc od początku było różnorodne. Wpływały na jego rozwój różne czynniki. Patrząc na historię papiestwa, silny a dziś często pomijany wpływ miał na jego kształt Karol Wielki i jego francuscy następcy, co np. skutkowało poddaniem papiestwa królom Francji (tzw. niewola awiniońska, czyli po prostu rezydowanie papieża w Awinionie, pod opieką i kontrolą francuskich królów [1309-1377]). Innym czynnikiem była dysputa, wyłącznie zachodnia, o relację władzy świeckiej do papieskiej, w toku której powstawały różne argumenty. Warto również podkreślić, iż dodanie formuły dogmatycznej „filioque” (i Syna) względem pochodzenia Ducha od Ojca, abstrahując od zasadności teologicznej, historycznie rzecz biorąc, jest odstępstwem od wspólnych dla wschodu i zachodu wyznań wiary, co jest powodem dla którego Kościoły Wschodnie uważają się za jedyne prawowierne – jedynych kontynuatorów wiary wspólnie sformułowanej przez niepodzielony Kościół doktryny.

Oczywiście, swoje dysputy posiadał również i Wschód (spór o rolę ikon), czy północna Afryka (spór o pozycje chrześcijan, którzy pod wpływem prześladowań wyparli się wiary). Swoje dysputy posiadały również tzw. kościoły przedchalcedońskie, czyli te, które – z różnych, często wyłącznie językowych powodów – nie przyjęły wspólnego dla wschodu i zachodu symbolu z Chalcedonu (381 r.). Tak czy inaczej jednak, katolicyzm nie jest jakimś ewenementem. Raczej, wpisuje się więc w różnorodność chrześcijaństwa od samego początku, aż do dziś, i nie istnieje – poza własnymi, katolickimi dowodami, stworzonymi w ogniu polemiki w swym własnym kontekście – żaden powód, aby chrześcijaństwo katolickie rozumieć inaczej, niż jako jeden z możliwych, mający zarówno swoje mocne jaki słabe strony, sposób urzeczywistniania się chrześcijaństwa w dziejach.

Patrząc na współczesność, sytuacja wygląda obecnie następująco. Katolicyzm się rozwija, ale protestantyzm, a szczególnie jego zielonoświątkowe i charyzmatyczne skrzydło, rozwija się znacznie szybciej. W Europie katolicyzm, poza być może Polską, gdzie proces ów zachodzi wolniej, doświadcza tych samych problemów z laicyzacją i zeświecczeniem, co inne kościoły chrześcijańskie. Jeśli chodzi o świat, są miejsca, gdzie rozwija się dobrze – np. na Filipinach, czy w zliberalniałej Wielkiej Brytanii, gdzie dla wielu konserwatywnych i przywiązanych do wysokiej liturgii anglikanów jest zdecydowanie lepszą opcją niż pozostawanie w kościele wyzbytym swej własnej tożsamości.

Nie jest jednak ani monolitem, ani nie wiedzie prymu w misjach, ani we wpływie na społeczeństwa. W subsaharyjskiej Afryce głosem najpoważniej słuchanym chrześcijaństwa jest Desmond Tutu – konserwatywny biskup anglikański. W Ameryce Łacińskiej coraz większe znaczenie mają kościoły zielonoświątkowe, które znacznie skuteczniej docierają do mas i wywierają wpływ na politykę, niż związane z establishmentem katolickie hierarchie.

Warto tu dodać, że owa charyzmatyczna odnowa przenika również do katolicyzmu, który stara się jakoś ją zasymilować, miejscami dość skutecznie. To swoją drogą może być zwiastunem przyszłej zmiany w samym katolicyzmie. Nie zdziwiłbym się, gdyby katolicyzm za jakieś dwa pokolenia był nieco mniejszy, ale za to znacznie bardziej charyzmatyczny a przez to – patrząc historycznie – zewangelikalizowany.

Podsumowując: chrześcijaństwo jest i było zróżnicowane. Katolicyzm na pewno odgrywa w owym historycznym dzianiu się historii chrześcijaństwa istotną rolę. Niemniej, nigdy nie była to rola nadrzędna, a podstawy teologiczne dla przypisywania sobie owej roli nigdy nie były traktowane poważnie przez oponentów. Patrząc z naszej narodowej perspektywy, katolicyzm niewątpliwie był bardzo ważny dla polskiej tożsamości i kultury, choć np. architektami Polski szlacheckiej byli zwolennicy protestantyzmu. Również, warto dodać, że polski katolicyzm w większości naszej historii współistniał z innymi nurtami chrześcijaństwa, a obecna sytuacja, gdy zasadnicza większość obywateli Polski to etniczni Polacy i katolicy, jest raczej historycznym ewenementem niż regułą. Warto o tym pamiętać.
Trwa ładowanie komentarzy...