O autorze
Chrześcijanin, protestant, baptysta. Mąż jednej żony, ojciec dwójki dzieci. Pastor. Przewodniczący Rady Kościoła Chrześcijan Baptystów w RP bieżącej kadencji. Prorektor Wyższego Baptystycznego Seminarium Teologicznego i doktor teologii; redaktor miesięcznika "Słowo Prawdy". Pragnę widzieć rzeczywistość Bożej zmiany (nazywaną w Biblii Królestwem Bożym) wśród Polaków i na świecie.

Zapraszam również na:
www.baptysci.pl
http://proteologia.wordpress.com/
Twitter: @MateuszWichary

Syria, prawda i wolność

Żyjemy w czasach, gdy prawdziwe powody wojen przed większością opinii publicznej skrywa mgła tajemnicy. Gdy przekonuje się nas, że wojna to interwencja, a interwencja to nie wojna, tylko szlachetne działanie w imię zupełnie nie politycznych celów. I przyjmując owe wyjaśnienia jako satysfakcjonujące, nie poddając ich krytycznej analizie, na nie się godzimy.


„Sekretarz Generalny NATO Anders Fogh Rasmussen powiedział z kolei dzisiaj, że różne źródła wskazują na odpowiedzialność armii prezydenta Baszara el-Asada za atak bronią chemiczną na terenie Syrii. Przemawiając po spotkaniu ambasadorów ONZ, Rasmussen podkreślił, że »użycie tego rodzaju broni jest niedopuszczalne i nie może pozostać bez odpowiedzi.«


- To jest oczywiste naruszenie wieloletnich międzynarodowych norm i umów. Osoby za to odpowiedzialne muszą zostać pociągnięte do odpowiedzialności – stwierdził.” (za: gazeta.pl).

Polityka to sztuka sprawowania władzy. A wojna, jak skomentował to jej wybitny teoretyk, Carl von Clausewitz, „jest niczym innym, jak dalszym ciągiem polityki przy użyciu innych środków” (O wojnie, Wyd. Mireki, s. 468). Innymi słowy, wojna realizuje cele określonych państw bądź innych wpływowych ośrodków władzy. Ten sam teoretyk wojny dodaje: „Wojny więc nie można nigdy oddzielić od polityki, a jeżeli to przy rozważaniach gdziekolwiek się przydarzy, zrywają się do pewnego stopnia wszelkie powiązania i powstaje jakaś bezmyślna i bezcelowa rzecz” (tamże).


Powyżej mamy właśnie przykład takiej „bezmyślnej i bezcelowej rzeczy.” Oto sekretarz generalny NATO dowodzi, że wojnę Syrii należy wydać nie ze względu na określone cele polityczne określonych państw czy grup biznesowych, ale ze względu na cele niepolityczne, czyli nieelegancki wybór broni i rzekome naruszenie przez to wieloletnich międzynarodowych norm i umów.


Kto ma rację? Pan Rasmussen, czy von Clausewitz? O co będzie chodzić w wojnie w Syrii? O cele polityczne, jak przekonuje dziewiętnastowieczny strateg, czy o cele etyczne, jak przekonuje wysokiej rangi współczesny wojskowy?

Żyjemy w czasach, gdy prawdziwe powody wojen przed większością opinii publicznej skrywa mgła tajemnicy. Gdy przekonuje się nas, że wojna to interwencja, a interwencja to nie wojna, tylko szlachetne działanie w imię zupełnie nie politycznych celów. I przyjmując owe wyjaśnienia jako satysfakcjonujące, nie poddając ich krytycznej analizie, na nie się godzimy. Godzimy się na to, aby np. wieloletni sojusznik USA w Egipcie nagle stał się „dyktatorem”, a jego rząd „reżimem.”. A niedawny korzystny dla pewnych wpływowych kół przewrót wojskowy w tym samym kraju, obalający demokratycznie wybrane władze, nie był w ogóle negatywnie komentowany.

Po co o tym piszę?

Dlatego, że milczenie wobec kłamstwa jest niebezpiecznym przyzwoleniem. Jest obojętnością wobec prawdy. Uznaniem, że naprawdę na nią nie zasługuję, względnie, że nie jest mi potrzebna. A może, że po prostu jestem za głupi? Niech inni, mądrzejsi za mnie decydują. Ja tylko będę doświadczał skutków ich decyzji.

Tyle, że takie działanie (bądź faktycznie: jego zaniechanie) dowodzi, że nie jestem podmiotem w państwie w żadnym realnym sensie. A mój głos w wyborach, jako irracjonalny, również nie ma żadnego sensu. Innymi słowy, postawa ta zaprzecza samej podstawie społeczeństwa obywatelskiego, w którym każdy jego członek ma prawo stanowić, jakkolwiek by nie miał znikomego głosu, o ogóle stanu spraw. Zakłada się więc jego zdolność do trafnej oceny; kompetentność do wyrobienia sobie odpowiedzialnego zdania (swoją drogą: jest to ekstrapolacja baptystycznego pojęcia kompetentności duszy w sprawach nawrócenia i wiary na świat polityki. Nieprzypadkowo nowożytne społeczeństwo obywatelskie zrodziło się w USA w XVIII wieku).

A do owej świadomej i odpowiedzialnej podmiotowości obywatela konieczna jest rzetelna informacja. Inaczej zarówno wybory, opinia publiczna, jak udział we współtworzeniu państwa, staje się wielką, drogą farsą. Którą się, swoją drogą, faktycznie staje. Widowiskiem, które tradycyjnie funduje nierozgarniętym obywatelom władza. Która również serwuje im własną wersję wydarzeń, co prawda daleką od prawdziwej, ale dającą błogie zadowolenie.

Wolność i samostanowienie są więc nie do pogodzenia ze zgodą na bycie okłamywanym. A wolność i samostanowienie są podstawowym powołaniem chrześcijanina, który z siebie i swoich wyborów życiowych zda kiedyś sprawę przed swym Stwórcą i Zbawicielem. To podstawa dla wysiłku dążenia do wolności i odpowiedzialnego życia, również w wymiarze obywatelskim. Społeczeństwo nie jest bowiem, ani w Biblii ani w współczesnych oficjalnych dokumentach, ubezwłasnowolnione względem rządu. Jest przecież jego twórcą.

„Poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi” - powiedział Jezus Chrystus. Oczywiście, przede wszystkim te słowa wiążą się z kondycją duchową człowieka. Z poznaniem własnej słabości, zrozumieniem Bożego planu zbawienia, Jego łaski i – w tym kontekście – uzyskaniem możliwości podjęcia odpowiedniego działania na rzecz ratunku samego siebie przed wiecznym potępieniem. Ale przecież słowa te niosą również prawdę wobec innych kontekstów naszego życia. Bez poznania prawdy o określonym działaniu, zjawisku, wojnie, konflikcie, nie będziemy w stanie wyrobić sobie własnego stanowiska, trafnej oceny.

Myślmy więc nad informacjami, które do nas docierają. Poddawajmy je analizie. A przede wszystkim, pytajmy, jakie są faktyczne motywy takiej a nie innej politycznej działalności. I nie zadowalajmy się mydleniem oczu.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...