O autorze
Chrześcijanin, protestant, baptysta. Mąż jednej żony, ojciec dwójki dzieci. Pastor. Przewodniczący Rady Kościoła Chrześcijan Baptystów w RP bieżącej kadencji. Prorektor Wyższego Baptystycznego Seminarium Teologicznego i doktor teologii; redaktor miesięcznika "Słowo Prawdy". Pragnę widzieć rzeczywistość Bożej zmiany (nazywaną w Biblii Królestwem Bożym) wśród Polaków i na świecie.

Zapraszam również na:
www.baptysci.pl
http://proteologia.wordpress.com/
Twitter: @MateuszWichary

Efez i współczesność

Kilka dni temu byłem w Efezie. Mieście, które ze względu na oddalenie się linii brzegu zostało opuszczone i zapomniane. Następnie pokryte osuwającą się ziemią i zawiewanym pyłem. Obecnie odkopywanym, od ostatnich kilkudziesięciu lat. Mieście, po którym chodził apostoł Paweł.



Ulicę, którą szedłem, poznałem znacznie wcześniej z lektury Dziejów Apostolskich, opisujących perypetie Pawła w tym mieście. Jego działalność zakończyła nagle demonstracja wytwórców modeli Artemidy efeskiej, którzy widząc logiczne konsekwencje głoszonych przez niego prawd doszli do wniosku, że stracą źródło utrzymania, jeśli ludzie zaczną mu wierzyć. Byłem w teatrze, gdzie kilka tysięcy ludzi krzyczało „Wielka jest Artemida efeska!”, by wyrazić swój sprzeciw wobec Pawła.

To, co mnie uderzyło, to świadomość, że Efez w całej swej świetności leżał pod błotem, gdy pokolenia chrześcijan jak ja, poznawały go z kart Pisma Świętego. Świątyni ani posągu Artemidy efeskiej do dziś nie odkopano. Chwała jednego z największych miast Grecji przeminęła w kilka stuleci i została zapomniana.

Oto kilka wniosków (nie pretendujących do wyczerpania tematu).

Świetność fizyczna przemija. Wielkość finansowa i polityczna również. Miasto Efez zwyciężyła mała, brudna rzeczka Meander, która nie robi żadnego wrażenia, gdy się przejeżdża nad nią zwykłym, drogowym mostkiem. A jednak, przez stulecia nieubłaganie nanosiła muł, poszerzając linię brzegową w tempie ok. 0,5-2m rocznie. Po kilku stuleciach dumne miasto z nią przegrało.


Wiara trwa. To, co niewidoczne jest trwalsze niż to, co widać. Augustus Toynbee, badacz cywilizacji i jeden z największych historyków powiedział kiedyś, że cywilizacje to koła niosące religię. Trochę jak koła pasu transmisyjnego. Zostają w tyle, a ona trwa. I przynajmniej w tym przypadku miał rację.

Nasz świat nie jest inny. Czyli: najważniejsze jest to, co czasem ledwo zauważamy. Wśród zgiełku życia, naglących potrzeb, hałaśliwych niusów ostatecznie ważne jest to, co konstruktywnie zmienia ludzkiego ducha. Cała reszta to tylko rekwizyty, które po zużyciu wymiata historia ze sceny.

Co przekażesz? Czy cokolwiek? Co w sobie nosisz? Niepozorny Paweł wygrał z Efezem.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...