O autorze
Chrześcijanin, protestant, baptysta. Mąż jednej żony, ojciec dwójki dzieci. Pastor. Przewodniczący Rady Kościoła Chrześcijan Baptystów w RP bieżącej kadencji. Prorektor Wyższego Baptystycznego Seminarium Teologicznego i doktor teologii; redaktor miesięcznika "Słowo Prawdy". Pragnę widzieć rzeczywistość Bożej zmiany (nazywaną w Biblii Królestwem Bożym) wśród Polaków i na świecie.

Zapraszam również na:
www.baptysci.pl
http://proteologia.wordpress.com/
Twitter: @MateuszWichary

Adwentowe myśli (1): Istnienie Boga

Czas Adwentu to czas zadawania pytań, na które zazwyczaj czasu nie mamy. Dlatego kilka pozwalam sobie zaproponować. Jako przede wszystkim osoba, która wierząc, sama pyta i odpowiedzi szuka. Pierwsze, to pytanie o istnienie Boga.

Istnienie Boga to moim zdaniem nie tyle pytanie metafizyczne, ale przede wszystkim praktyczne.

Istnienie Boga bardzo często postrzega się jako problem intelektualny, czyli czysto teoretyczny. Rozważamy oto Jego istnienie, i albo nam wychodzi, że istnieje, albo, że nie.

To błąd. Zresztą, mało kto tak faktycznie do tematu podchodzi. Zdarzały się nawrócenia wybitnych intelektualistów poprzez logiczne rozważania (jak C.S. Lewis). Zdarzają się również nawrócenia wybitnych naukowców, badających złożoność świata (podobno wśród fizyków rzadko w ogóle zdarza się osoba nie wierząca w jakiegoś Stwórcę). Ale zazwyczaj nawrócenia łączą się z jakimś istotnym momentem w życiu, gdy pytanie o Boga nie jest czysto teoretyczne, akademickie. Gdy dotyka bardzo namacalnie naszego życia. Coś mnie strasznie boli i uwiera. Cierpię. Próbowałem wszystkiego, i sięgnąłem kresu własnych możliwości. Lub właśnie na odwrót: wszystko mam, i oto nic nie mam. Życie straciło sens.

Czy On jest, czy go nie ma? Pomoże, czy będzie milczał? Zwróci na mnie uwagę, czy go nie interesuję? Za dużo nagrzeszyłem, czy może jest dla mnie jednak łaska? Oto pytania o Boga, które faktycznie sprawiają, że ów Bóg w życie wkracza.

Więcej. Myślę, że człowiek próbujący niezbicie dowieść istnienia Boga jest bałwochwalcą. Takie laboratoryjne podejście zakłada bowiem, że Bóg jest obiektem, którego można zmusić do poddania się skrupulatnej analizie ciekawskich ludzi. To absurd. Z definicji, Bóg jest kimś większym i doskonalszym niż człowiek. Jego istnienie musi więc przekraczać nasze możliwości poznawcze, tak jak kosmiczne zjawiska przekraczają zdolność jego zbadania linijką, czy nawet termometrem.

Nasza niezdolność udowodnienia Boga wynika więc nie tyle z braku dowodu, co jego skali. Jestem przekonany, że dowód na istnienie Boga jest zawsze i wszędzie obecny i dostępny. Natomiast wątpię, czy w swym ograniczeniu (i skupieniu na sobie) jesteśmy w stanie go uchwycić inaczej, niż intuicyjnie i podporządkować własnej, małej metodzie.


Bóg jest Bogiem. Jest większy, doskonalszy. Wykracza poza nasze zdolności oceny i poznania.

Ale jednocześnie wiara w Boga to wiara w Jego obecność. Tu i teraz. Wiara w możliwość przynajmniej częściowego zrozumienia Jego woli. Dlatego autor Listu do Hebrajczyków pisze o wierze w Boga następująco: „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga musi wierzyć, że on istnieje i nagradza tych, którzy go szukają” (11:6).

Kto przystępuje musi wierzyć, że on istnieje. Ale również, że nagradza tych, którzy go szukają. Że reaguje, odpowiada. Szukanie Boga to nie jest więc działanie w próżni. To działanie względem Osoby, która choć nie musi, to jednak chce być poznawana (szukana) przez człowieka.

Czy szukasz Boga? Czy do niego przystępujesz?

To ma znaczące skutki. Zawsze na wyobraźnię działa mi fragment z Księgi Sofoniasza. Bóg mówi o sobie tak: „W owym czasie będę przeszukiwał Jeruzalem w świetle pochodni i będę karał mężów, którzy siedzą zdrętwieli nad mętnymi resztkami wina i mówią w swoim sercu: nie uczyni Pan nic dobrego ani złego” (1:12).

Zwróćmy uwagę, że to nie jest niewiara w Boga w ogóle. To niewiara w Boże działanie. W zaangażowanie w sprawy naszego świata. Wiara w Boga w praktyce oznacza więc wiarę w Boże działanie, a nie samą wiarę w jego istnienie. I na odwrót: niewiara w praktyce nie musi zaprzeczać istnieniu Boga. I wielu tak nie robi. Uważa, że agnostycyzm jest bezpieczniejszy niż ateizm. Ale postawa, która zaprzecza Bożej obecności tu i teraz, zaprzecza Jego zaangażowaniu w ten świat (a przez to i naszej odpowiedzialności za życiowe decyzje) i tak jest niewiarą.

Wśród chrześcijan często cytuje się Psalm 53:2: „Głupi rzekł w sercu swoim: nie ma Boga.” Jednak, to zdanie nie określa jakiegoś generalnego stanowiska metafizycznego. Raczej, jest obserwacją odnośnie życia: Boga (tu) nie ma. Wiara w Niego jest niczym.

Niewiara w Boga łączy się u Sofoniasza z trzema zjawiskami.

Po pierwsze, z siedzeniem w zdrętwieniu nad mętnymi resztkami wina. To nie jest obraz radosnego świętowania, które Bóg pochwala. To obraz nihilizmu, pustki, samotności, której zapełnieniem jest picie i to poważne i długie. Niewiara ma wpływ na nasz styl życia.

Po drugie, ze społecznością, wspólnotą w niewierze. Która zachęca, nie ku dobremu, ale ku złemu. Oni sami siebie nad tym winem utwierdzają w przekonaniu, że nie warto ufać Bogu. O, nie warto. Nie warto go szukać. O, tak. Bo nie nagradza tych, którzy go szukają. Właśnie, właśnie.

Po trzecie, z Boża obiecaną ingerencją. Są skutki niewiary. Skoro Bóg chce, aby go szukać, skoro chce dać się poznać, to zlekceważenie tej inicjatywy wiąże się z określoną jego reakcją. Ktoś może powiedzieć: jakim prawem? Przecież to nie nasz wybór. Takim, jakim rząd ustala podatki, a sejm ustawy. Prawem zwierzchności. Kiedy Królowa brytyjska zaprasza na obiad, to czy chcemy, czy nie, odmowa ma swoje skutki.

Innym skutkiem owej niewiary jest brak korzystnych owoców zażyłości z Bogiem. Można oczywiście nad tym dyskutować, patrząc na Hioba, czy nawet Bożego Syna. Ale zasadą powszechną, w odróżnieniu od owych wyjątków, jest Boże błogosławieństwo nad tymi, którzy Go szukają. I jest to zasada, którą historia potwierdza.

Wiara i niewiara w Boga więc to sprawa praktyczna. To decyzja o przyjęciu określonego stylu życia raczej niż pytanie metafizyczne. Myślę, że jeśli ktoś powierzył swoje życie Bogu i dla Niego żyje, to znacznie ważniejsze, niż jego metafizyczne wątpliwości.

Nie ma próżni. I nigdy nie było i nie będzie. Wiara zmienia i niewiara zmienia. Wiara to wybór życia przed Bogiem. Niewiara to przekonanie, że przed Nim – nawet jeśli istnieje – żyć się nie da, bądź nie warto. Bądź można, bez szwanku, go zlekceważyć. To obojętność, bądź irytacja względem jego zaproszenia, by go szukać.

Czy szukasz Boga? Czy do niego przystępujesz?

Bóg chce być szukany. Szczerze i uczciwie. Nie ma obowiązku dać się poznać, ale w swej życzliwości tego właśnie chce. I nikogo, kto go szuka w ten sposób, nie pozostawi bez odpowiedzi.

Ale dowieść tego nie da rady inaczej, jak przez znalezienie. Znalezienia natomiast nie da rady dowieść inaczej, jak przez szukanie. To jakby dowieść piękna kobiety przez wykład. Teoria (sama) zwodzi i nie zastąpi doświadczenia.

Szukaj Boga szczerze, pokornie i otwarcie, a twoje życie się zmieni.


Zobacz także:
Adwentowe myśli (2): Wiara
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...