O autorze
Chrześcijanin, protestant, baptysta. Mąż jednej żony, ojciec dwójki dzieci. Pastor. Przewodniczący Rady Kościoła Chrześcijan Baptystów w RP bieżącej kadencji. Prorektor Wyższego Baptystycznego Seminarium Teologicznego i doktor teologii; redaktor miesięcznika "Słowo Prawdy". Pragnę widzieć rzeczywistość Bożej zmiany (nazywaną w Biblii Królestwem Bożym) wśród Polaków i na świecie.

Zapraszam również na:
www.baptysci.pl
http://proteologia.wordpress.com/
Twitter: @MateuszWichary

Adwentowe myśli (4): Królestwo Boże

Czas Adwentu to czas zadawania pytań, na które zazwyczaj czasu nie mamy. Dlatego kilka pozwalam sobie zaproponować. Czwarte to pytanie o Królestwo Boże.


Królestwo Boże to częsty temat w Nowym Testamencie. Jezus Chrystus nauczył swych uczniów modlić się „przyjdź Królestwo Twoje”. Ubogich w duchu jest Królestwo Niebios, jak uczy Kazanie na Górze. Jezus wzywając do nawrócenia, argumentował, że oto przybliżyło się (bądź jest już) Królestwo Boże. Rozmawiając z faryzeuszami wskazuje, że ono już jest „pośród was”.

O co chodzi? I co z tym mamy zrobić?

Przede wszystkim, chodzi o zwierzchność. „Królestwo” to panowanie. To rozpoznanie władzy Boga. W kontekście przyjścia Chrystusa, czyli Mesjasza, czyli Namaszczonego - to rozpoznanie faktu, iż Jego władza pochodzi od Boga. Że w Jego panowaniu realizuje się panowanie Boga.

Po drugie, gdy mówimy o Królestwie Bożym, powinniśmy rozumieć, że chodzi o przemianę świata wokół nas. Warto tu może przypomnieć że „Jezus Chrystus” to nie imię i nazwisko. To imię i funkcja. Jezus, urodzony w stajni w Betlejem, dorastający w Galilei, uzdrawiający i nauczający w starożytnej Palestynie, karmiący w ponad naturalny sposób tysiące, a w końcu umierający, zmartwychwstający i wstępujący dni nieba -€“ jest Mesjaszem, czyli: Bożym wyznaczonym władcą nad Jego ludem i całą ziemią.


Kiedy Jan Chrzciciel poszedł do więzienia, był zatroskany. Zaniepokojony. Nie tego oczekiwał. Pyta więc wprost: czy to na Ciebie czekamy, czy na kogoś innego? Jezus odpowiada, każąc opowiedzieć posłańcom o tym, co się dzieje: „Ślepi odzyskują wzrok, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli są wskrzeszani, a ubogim jest zwiastowana ewangelia” (Mt 11:5). To odpowiedź znacznie trudniejsza niż słowa, które nic nie kosztują. To wskazanie znaków, które dowodzą, że faktycznie, Królestwo Boże wraz z Jezusem nadeszło. A więc, że jego życie potwierdza kompetencje Mesjasza. A konkretnie: że ma moc zmieniać ten świat. Panować nie tylko nad władzą ziemską, ale i duchową: chorobami i śmiercią.

To wciąż ważne przesłanie. I to nie tylko w Afryce, gdzie nie ma lekarstw na większość chorób. Również w Polsce. Na śmierć jeszcze lekarstwa nie wynaleziono. Cywilizacja przegrywa z nią w 100%.

Królestwo Boże przychodzi więc wraz z Bożym Królem. Tym królem jest Jezus. Wyznanie „wierzę w Jezusa Chrystusa” powinno więc - w zgodzie z biblijnym przesłaniem - być uświadomieniem sobie istnienia w hierarchii; oto jestem poddany Bożemu Władcy; On rządzi nade mną, ja mu ulegam. Jest nim Jezus.

Jezus Chrystus panując zmienia świat. Rozszerza Boże Królestwo. Sprawia, że ono „przychodzi” w jego poddanych i poprzez jego poddanych.

Po co o tym pisać?

Aby postrzegać je historycznie. Jako rzeczywistość kulturową, społeczną. Tak, ostatecznie przyjdzie dopiero wraz z powrotem Jezusa Chrystusa -€“ to kres eschatologiczny nadziei chrześcijan. Ale przecież w owym oczekiwaniu nie mamy być bierni. Przeciwnie, oczekując mamy pilnować, jak mądre panny, aby nam oliwy nie zabrakło. Wszystkie przypowieści z 24 i 25 rozdziału Ewangelii Matusza mówią o zaangażowanym oczekiwaniu; oczekiwaniu w gotowości.

Takie historyczne postrzeganie Królestwa czyni kilka rzeczy.

Przede wszystkim hamuje zbytnie uduchawianie Królestwa. Owo uduchawianie ma pewne uzasadnienie, bowiem Królestwo Boże zaczyna się w ludzkim sercu. Którego nie widać, które łączy się z niematerialną częścią człowieka, itp. Jednak, jeśli w tym obszarze je się pozostawia, bądź do niego tylko chce się ograniczyć, to pozbawiamy je sensu. Serce bowiem w Biblii to źródło życia. Źródło postaw i wartości. Ośrodek decyzyjny człowieka. Nie wyklucza emocji, ale znacznie je przewyższa. To również sposób myślenia i wola. To to, czym człowiek faktycznie jest.

Królestwo Boże, które rodzi się w przemienionym sercu, rozprzestrzenia się więc na wszystko, czym jest człowiek. A poprzez Kościół, czyli zgromadzenie przemienionych ludzi - na wszystko, czym jest ludzkość. Przychodzi w jego poddanych, gdy swoje priorytety, sposób myślenia, aspiracje, wartości, kanony piękna, dobra, szlachetności, podporządkowują Jego perspektywie. W tym sensie Królestwo Boże przychodzi przez chrześcijan.

Po drugie, takie postrzeganie Królestwa uczy globalnego zrozumienia chrześcijaństwa. Mnie, jako protestanta, uczy życzliwszego spojrzenia na katolicyzm. I na odwrót. W ogóle: oddanych Chrystusowi autentycznie chrześcijan różnych tradycji, powinno zbliżać. Chrześcijaństwo bowiem GLOBALNE jest mozaiką. Bardzo różnorodną. Jakiekolwiek postrzeganie wąskie, w perspektywie jednego tylko wyznania, gubi ową światową perspektywę. Tymczasem, pamiętajmy, że „rolą [Królestwa] jest świat” (Mt 13:38). Możemy podkreślać znaczenie określonego historycznego urzeczywistnienia się Królestwa; określonego Kościoła; możemy je promować. Co zresztą sam robię. Ale nie możemy do niego Królestwa ograniczyć, bo po prostu wtedy nasza optyka kłóci się z biblijną zapowiedzią.

Po trzecie, takie postrzeganie Królestwa czyni zadość oczekiwaniom starotestamentowym. Żydzi czekali na rzeczywistość historyczną, nie idealistyczne nie-wiadomo-co. I trzeba uczciwie przyznać, że takie właśnie zapowiedzi były obecne w Starym Testamencie. Chrześcijanie zbyt przywiązani do owego uduchowionego zrozumienia Królestwa przerzucają ich spełnienie w przyszłość: ale jakim prawem w takim razie dziwią się, że Żydzi odrzucili rodzący się Kościół? Jeśli obecne "Królestwo" jest jedynie duchowe, to Żydzi postąpili słusznie, wykazując, że to lipa.

Ale nie jest. Zmienia bieg historii. Tworzy nowe narody, cywilizacje i kultury. Miało wpływ na Rzym i Europę. Stworzyło zręby USA (Ojcowie Założyciele, Konstytucja, ale i do dziś ma wielki wpływ na sposób rządów tam). W XX wieku weszło na trwałe do Czarnej Afryki, w której - przynajmniej na moje oko - dokonuje obecnie podobnych zmian, jak w Europie w V-X wieku. Czyli: cywilizuje zwaśnione ze sobą plemiona, ucząc ich etyki i osobistej i międzynarodowej. Podobnie zmienia (re-ewangelizuje) Amerykę łacińską, wchodzi do Chin i Indii.

Królestwo to rzeczywistość możliwa do wskazania i nazwania, o ile tylko ma się nieco szerszą perspektywę niż własny zbór bądź parafia. Czy kraj. I na te rzeczywistość można wskazać i powiedzieć: oto spełnienie starotestamentowych obietnic Bożego Królestwa; przymierza Abrahamowego („w tobie będą błogosławione wszystkie pokolenia ziemi" Rodzaju 12:3 i Gal 3:8), które rozprzestrzenia się na cały świat, pochodząc ze Starego Przymierza - od Żydów.

W końcu, to obraz realistyczny. Który wyjaśnia, choć nie usprawiedliwia, problemy i upadki chrześcijan. Oto Królestwo, które wchodzi w smród, grzeszność, słabość, znikomość, zabobony; dzikość, zawiści, walki, złość, zgorzknienie, wielopokoleniową nienawiść. Nie oczekujmy terapii skokowej. To proces. Zresztą, zapowiedziany przez Chrystusa: „Podobne jest Królestwo Niebios do kwasu, który wzięła niewiasta i rozczyniła w trzech miarach mąki, aż się wszystko zakwasiło” (Mt 13:33).

Rozczynianie trwa.Królestwo to kwas, który zakwasza ciasto. Powstaje nowa jakość, ale przecież nie bez wpływu materiału, który kwasi. I nie inaczej jest z Królestwem. Zmienia ku dobremu, dla Boga, ale pośród słabości i upadków. Tak, one istnieją. I nie zamierzam stwierdzając ich fakt przez to nikogo rozgrzeszać. Chcę jedynie powiedzieć, że mając je w sobie zwalczać, możemy jednocześnie być pewni, że one nie staną na przeszkodzie Bożym celom. Niezależnie od ich istnienia Królestwo się rozprzestrzenia i nadchodzi. I oczywiście zwycięży.

Na koniec pozwolę wskazać bardzo osobisty wymiar tego wszystkiego, o czym napisałem. Królestwo przychodzi. A Ty, Czytelniku? Co z tym zrobisz?

Trzej magowie (w tradycji: królowie, choć akurat z królami nie mieli zbyt wiele wspólnego) byli 100% poganami. Czarnoksiężnikami. Nie wiemy, skąd przyszyli. W ogóle, to bardzo tajemnicze postacie, prawdopodobnie pokierowane proroctwem Daniela, znanym, bo napisanym w Babilonii, ale również jakimiś swoimi spekulacjami astrologicznymi.

Bóg do nich w ten sposób przyszedł. I oni to potraktowali poważnie. Wzięli się, wsiedli na wielbłądy, zainwestowali kilka miesięcy swego życia i poszli. Przyszli i oddali pokłon nowo narodzonemu Królowi. Z którym na ten świat weszło Boże Królestwo.

Właściwą reakcją na Króla jest uznanie Jego władzy. Ukorzenie się. Oddanie czci. Powierzenie siebie w dyspozycję. Czy to uczyniłeś?

Królestwo Boże wpływa na wszystko. Wszystko staje się nowe, bo Bóg panuje.

Czy Królestwo Boże przyszło do Ciebie? Czy Bóg panuje w Tobie i przez Ciebie?

Nauczyliśmy się owo panowanie tłumić. Ograniczać. Wyznaczać mu bezpieczne zakresy. Nie powinniśmy spokojnie modlić się „przyjdź królestwo twoje” jeśli tak czynimy.

Nie pytam, do jakiego chodzisz Kościoła. Czy w ogóle chodzisz do Kościoła. Ale pytam: co zrobisz z nadchodzącym Królestwem?

Ono faktycznie nadchodzi. A kiedyś jego Król, przy okazji: król królów i pan panów - powróci. Oby się do nas wtedy przyznał.

Zobacz również:
Adwentowe myśli (1): Istnienie Boga
Adwentowe myśli (2): Wiara
Adwentowe myśli (3): Wierzę, czy wierzymy?
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...